Chłopak z gitarą…

Chłopak z gitarą…

Lato 1999

Tego dnia kiedy zaśmiewaliśmy się z kuniej kupy na podeście, wędrówka okazała się wielce intrygująca. Żeby nie powiedzieć niepokojąca…

Szło się nam świetnie, pogoda dopisywała, humory też. Obiad w schronisku za Grzebykiem smakował wybornie, a małe zimne piwko dopełniło przyjemności. W dodatku widoczność była dobra, więc delektowaliśmy się widokiem Tatr.

Pięknie, kolorowo, ciepło, radośnie. No, czy w taki dzień może komuś przydarzyć się coś złego?

Kiedy wracaliśmy już, wygodnym szerokim szlakiem, do naszej wsi w dolinie, spotkaliśmy kilka osób. Miły to zwyczaj – witać się po drodze z nieznajomymi. Uśmiech i życzliwość to jednak w takim miejscu norma.

Dwoje młodych ludzi szło dłuższą chwilę tuż za nami, strzępki rozmów wskazywały raczej na to, że poznali się niedawno, może tego dnia. Ale, zajęci rozmową ze sobą, nie przysłuchiwaliśmy się przecież. Maliny, jeżyny i jagody zatrzymywały nas co chwila w marszu, młodzi ludzie za nami tez raczyli się tym pysznym leśnym deserem prosto z krzaków.

W pewnym momencie jednak wyprzedzili nas, mówiąc zwyczajowe „cześć”. Obie z Kaliną odpowiedziałyśmy radośnie tym samym, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. „Cześć”?! Czyli jednak młodo wyglądamy! Dobrze jest! 😊

Dziwny widok stanowiła ta para. Dziewczyna niewysoka, dźwigała pokaźny plecak ze śpiworem przytroczonym na górze, do tego niosła gitarę. Chłopak miał tylko mały aparat fotograficzny i kurtkę przewiązaną w pasie. Niedługo jednak im się przyglądaliśmy, przyspieszyli nieco a my raczyliśmy się leśnymi owocami.

Jakąś godzinę później wyszliśmy z lasu na rozległą polanę, postanowiliśmy odpocząć na drewnianej ławie przy szlaku i popodziwiać panoramę gór dookoła. Krzyś, siedmiolatek wtedy, obserwował koniki polne rozpracowując ich granie, a my z Kaliną pozwalałyśmy słońcu opalać twarze.

– „Cześć!” – z lasu za nami wyszedł młody człowiek, minął nas i dziarskim krokiem pomaszerował w kierunku doliny. Odpowiedziałam z uśmiechem, ale po chwili przyjrzałam się uważnie odchodzącemu chłopakowi. Niósł wielki plecak z przytroczonym śpiworem, gitarę i aparat fotograficzny.

– Kala? – zaczęłam. – Nie masz wrażenia, że to ten sam…

Kalina też odprowadzała wzrokiem chłopaka. Obróciła się do mnie gwałtownie:

– Maryl, a jak on ją zabił?

Młody człowiek zniknął już w lesie poniżej, a my zaczęłyśmy zastanawiać się głośno. Przecież to ewidentnie on szedł z tą niewysoka dziewczyną. Minęli nas wcześniej, więc musieli gdzieś się zatrzymać. Nie przy szlaku, bo byśmy ich zauważyli przecież. Po drodze nie było żadnego schroniska, chaty ani knajpki. Więc… w lesie?

– A jeśli to nie on? Może to po prostu podobny facet? – zaczęłam mieć wątpliwości.

– Wiesz co? Zapamiętajmy jego wygląd: dość wysoki, dość szczupły, raczej jasne włosy, jasna oprawa oczu…

Każde z nas coś dodało, portret pamięciowy mieliśmy w miarę opanowany. Tyle, ze mnóstwo w nim było tych „raczej” i „dość”.

– Bo on był taki… nijaki! – zauważył przytomnie Krzyś.

Całą resztę wędrówki zdominowało nam gdybanie i snucie wizji. Co stało się z dziewczyną? Może po prostu poszła już wcześniej? Może pomagał jej nieść ten bagaż i zatrzymał się w lesie na… siusiu, a potem ja dogonił? Ale przecież trochę już siedzieliśmy na tej ławie, tak długo załatwiałby się w tym lesie?

– Słuchaj, a może pójdziemy na policję? Może niech to sprawdzą? – zaproponowałam.

– I co właściwie powiemy? Nikt nie krzyczał, nic się nie stało. Mogłyśmy się pomylić, może to naprawdę nie on!

– A ty wierzysz, że to mógł być ktoś inny?

Kalina zamilkła ponuro.

– Nie. Myślę, że to on.

Nie zgłosiłyśmy się na policję. Pewnie dziś, w czasach wszechobecnego Internetu i komórek, zrobiłybyśmy inaczej. Wtedy po prostu postanowiłyśmy śledzić gazety i słuchać wiadomości pod kątem ogłoszenia o zniknięciu dziewczyny. Nic takiego jednak się nie wydarzyło.

Ale do dziś to wspominamy. I do dziś mamy wątpliwości.


 

 

3 thoughts on “Chłopak z gitarą…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *