Zapasy, zapasy… :-)

Zapasy, zapasy… :-)

26.10.2017

Plecak już spakowany, jutro przed południem wyruszam do Chatki. Drewno na opał muszę załatwić, póki jeszcze można wwieźć cokolwiek na górę. Zima blisko.

Na szczęście od kilku lat nikt już nie kradnie mi drewna spod domu, ale wcześniej bywało różnie. Ginęło i z drewutni, i ze sztapelka ułożonego starannie przy ścianie od strony werandy. Co ciekawe, rzadko zabierano okrąglaki, najczęściej te już gotowe, porąbane drwa.
Byłam niemal pewna, że to sprawka naszych sąsiadów z „malowanego domu”. Nazywamy go tak, bo dawniej miał podmurówkę pomalowaną dziwacznie w biało-czerwone pasy, podobno miało to odstraszać dziki, nie, żeby dom był piękny jak malowanie. 😉

Sąsiedzi owi mieszkają na stałe w pobliskiej wsi, uważają więc cały Siwy Groń za swoją własność „z dziada – pradziada”, zbierając bez skrupułów wszystko co rośnie i dojrzewa na wszystkich podwórkach. Na wszelki wypadek – zanim zupełnie dojrzeje.
Najwyraźniej uznają również, że drewno na opał poukładane jest właśnie po to, żeby mogli sobie przyjść i wziąć kiedy potrzebują. Ale cóż… nikt ich za rękę nie złapał…

Przyjechałam kiedyś w ciągu tygodnia, w szkole mieliśmy rekolekcje zamiast lekcji, marcowy śnieg zalegał jeszcze mniej więcej po kostki.
Kiedy dotarłam na Groń, w „malowanym domu” rozlegały się głośne rozmowy, a z radia (czy co tam to grało) ktoś ochoczo wyśpiewywał pochwały dla bielizny w kropeczki. Nie owa bielizna mnie jednak zdumiała, a ślady butów na śniegu wiodące ewidentnie od tychże sąsiadów prosto do mojej chatki. A dokładnie do sztapelka z poukładanym drewnem!

Było oczywiste, że jakaś jedna czwarta moich zapasów zniknęła!

Pośpiesznie otworzyłam dom, zdjęłam plecak i w bojowym nastroju ruszyłam w kierunku domu sąsiadów. Palili w piecu, z ich komina unosił się zawadiacko dym.

Kurde, MÓJ DYM! ☹

Mocno podminowana, stanęłam w progu, zapukałam i zawołałam głośno:

– Dzień dobry! Można na chwilę?

Drzwi otworzyła sąsiadka, a ze środka buchnął tytoniowo – spirytusowy zapach. W głębi zobaczyłam trzech wielkich facetów w podkoszulkach, grających w karty przy zastawionym szklankami i butelkami stole.

– Słuchajcie, – zaczęłam odważnie – ja kupuję drewno na opał, przywożą mi je z dołu i płacę za to. Wy macie tu swój kawałek lasu, co za problem znaleźć suszkę i pociąć, zamiast zabierać moje? Przecież widzę ślady!

Łysawy gość w brudnym podkoszulku wyjął wymemlanego papierosa z ust, zmrużył chytrze jedno oko i zaśmiał się:

– Ślady idą w dwie strony, wiadomo to, kto komu wzion?

Sąsiadka dodała buńczucznie:

– Nom tys znikło z sopy!

Oczywiste było, że się z tym towarzystwem nie dogadam, rzuciłam więc stanowczo:

– Proszę w każdym razie nie brać więcej mojego drewna. – i wycofałam się z ulgą na czyste powietrze.

Następnego dnia sąsiadów już nie było, za to zapukał do mnie wielce zmartwiony Hubert, pszczelarz z chaty poniżej. Okazało się, że i u niego zniknęło sporo drewna. Opowiedziałam mu więc co i jak, proponując, żeby załatwił sprawę „po męsku”.

– Coś ty! – przestraszył się. – jeszcze mi chałupę spalą! No, ale skoro ty już z nimi pogadałaś, to może przestaną?

Tjaaaaa… jasne. JA pogadałam! Wykidajło z Siwego Gronia. 😉

Nie wiem jak u Huberta, ale u mnie jednak od tamtej pory drewno nie ginie. Ani z drewutni, ani ze sztapelka. Czas więc zasilić zapasy na kolejną zimę, wkrótce zaczną się długie wieczory przy planszówkach i nie tylko. Faaaajnie jest kiedy w piecu trzaska ogień. No i bardzo lubię widok drewna poukładanego równo przed domem. 😊


4 thoughts on “Zapasy, zapasy… :-)

  1. Twój ,, Mój dym,, jest nie do przebicia!!!
    Za chwilę mam wychodne i zabieram ze sobą wyśmienity humor wyczarowany z Twojego dymu.

  2. Oj, masz racje. Ja tez tak nerwowo chodze jak sie chlodno robi i dni coraz krotsze a tu w drewutni ledwie resztki z zeszlego roku;) Ale juz od 2 tygodni spie spokojnie, drewutnia pelna, probny rozpal juz byl. Kradziezy u nas nie ma na szczescie. Cywilizowany kraj. A i sasiedzi uczynni. Ktoregos roku Malzon lezal zlozony grypa a tu drewno przywiezli. Ja – slaba kobieta – nie poradze. Sasiedzi wrzucili przynajmniej do garazu, coby nie moklo…

  3. no to masz tak jak ja …..też lubie takie poukładane drewno – na szczęście sąsiedzi opalaja domy gazem – nie ma problemów z kradzieżami. Poza tym znamy się wszyscy jak „łyse konie”… prędzej by mi cos przynieśli niz zabrali.:)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *