Płomyk dla Janeczki…

Płomyk dla Janeczki…

1 listopada 2017

Wspominam dziś, jak większość z nas, ludzi którzy odeszli.

Tam, gdzie mnie dane było „zerknąć” dwukrotnie. Skąd wracałam z wielkim żalem, ale dobrze że wracałam, dziś to wiem.

Mama, Ciocia Mańka i Janeczka… Już tam sobie szczęśliwie spacerują po kwiecistych ogrodach i wiedzą. Znają odpowiedzi na wszystkie pytania i pewnie dobrotliwie uśmiechają się, patrząc jak sobie radzę z tym co mi wyznaczono. Jak obsługuję urządzenia które mi dano, dźwigając plecaczek który mi spakowano i upięto.

Mamie zapaliłam dziś znicz na grobie. Mojej góralskiej sąsiadce zapalę dopiero pojutrze.

Mówi się, że górale nie przyjmują obcych, że ich środowisko jest zamknięte hermetycznie i przyjezdny zawsze pozostanie przyjezdnym. Janeczka pokazała mi, że to nieprawda.

Wracałyśmy kiedyś razem z zakupów w dolinie, wspinałyśmy się na Siwy Groń zrywając po drodze jeżyny i grzyby, plotkując wesoło o sąsiadach.

– I serio myślicie, Janko, że oni się mają ku sobie? – ubawiona byłam podejrzeniami dwojga naszych sąsiadów o tajemny romans.

– A majom si, majom! – Janeczka gorliwie broniła swojej teorii. – Ino ze łune z Katowic, a te z Katowic jakosi dziwnie to załatwiajom, godom ci, inacyj niz my po górolsku. Wyrozumieć sie nie do!

Parsknęłam śmiechem.

– Ale, Janeczko, ja też jakby z Katowic, góralką nie jestem.

Spojrzała na mnie zdziwiona, poprawiła wiązanie kwiecistej czerwonej chustki pod brodą i wzruszyła ramionami.

– Ty? Ady po nosymu godos, tyś jest naso!

– Ale tylko czasem… – zaczęłam, mile zaskoczona tym stwierdzeniem.

– Casem, casem, ba godos! – zawyrokowała Janka i dziarsko ruszyła w kierunku wielkiego pniaka przy drodze. Dobiegała już siedemdziesiątki, jak na ten wiek miała świetną kondycję.

– A idźze, Maryla, pod brzózki, zoboc cy kozoki rosnom! A jo se tu posiedze w cieniu.

Umościła się na karpie zadowolona, wsparta na swoim sękatym kiju.

Właśnie taką ją najbardziej pamiętam. W spódnicy założonej na lewą stronę, kwiecistej chustce na głowie, władczo wspartą na kiju. Lekko uśmiechniętą, stanowczą, pewną siebie, twardą góralkę. Która kochała te swoje góry ponad wszystko i zarzekała się, że nigdy ich nie opuści.

Chodzę czasem na jej grób, niedaleko niego rośnie brzoza, ale Janeczka pewnie zżyma się, że za daleko i cienia ma mało.
Opowiadam, co się dzieje na Siwym Groniu, co u sąsiadów słychać: kto dach remontuje, a kto okna nowe wstawił.
I kto z kim się akurat ma ku sobie.


4 thoughts on “Płomyk dla Janeczki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *