Browsed by
Miesiąc: Listopad 2017

Wino do utylizacji? ;-)

Wino do utylizacji? ;-)

11 listopada 2017 Impreza u Ewy (…dwudziestosiedmiolatki już! Jak ten czas leci!) okazała się nad podziw spokojna, położyłam się około 23.00 i niemal natychmiast zasnęłam. Nie mam pojęcia co obudziło mnie o wpół do drugiej, nie słyszałam nic poza poszczekiwaniem saren z lasu poniżej. Ale skoro już się obudziłam, postanowiłam wyjść do kibelka. W sąsiednim domu nadal paliły się światła, na ganku siedziało jeszcze parę osób, ale impreza miała się już chyba ku końcowi, na szczęście nikt nie wpadł na…

Read More Read More

Zwyczajny, jesienny dzień…

Zwyczajny, jesienny dzień…

10 listopada 2017 Zbliża się wieczór, wczesnym popołudniem przyjechałam do chatki. Niewiele zdążyłam zrobić, uprzątnęłam jedynie ścinki pozostałe po rąbaniu i piłowaniu zbyt dużych kawałków drewna przywiezionego w ubiegłym tygodniu, niebo było tak ciemne i sine, a wiatr tak przenikliwy i zimny, że spodziewałam się opadów śniegu lada moment. Ale to chyba jeszcze nie ten czas. Na szczęście. Teraz już siedzę w chatce, w piecu wesoło trzaska ogień, z głośników mojego starego magnetofonu dobiegają dźwięki gitary anatolijskiej. To jedna z…

Read More Read More

Bo stąd widoki najładniejsze… ;-)

Bo stąd widoki najładniejsze… ;-)

Rozmawiałam dziś z Kostkiem, naszym młodym sąsiadem z Gronia. Chyba marne są szanse na tę studnię głębinową, nie będzie nas na razie na nią stać. Nie tylko mnie, innych także. Uff, przyznam, że nawet trochę mi ulżyło, dla mnie to wyjątkowo nietrafiony czas na takie inwestycje… Ale przy okazji telefonicznych pogaduch jak zwykle pośmialiśmy się, wspominając wydarzenie do którego często wracamy. Maj 2013 Przyjechałam na Siwy Groń w czwartek. Czas matur, „odbębniłam” moje zajęcia w trzy dni, wyjątkowo jakoś nie…

Read More Read More

Szamański pióropusz… ;-)

Szamański pióropusz… ;-)

6 listopada 2017 Uch. Po weekendzie. Radosnym, sympatycznym i dość głośnym. Niestety, drugi raz z rzędu zapomniałam wziąć aparat i tym razem żałowałam tego ogromnie. Było sporo chwil godnych uwiecznienia. Staszek i jego synowie dotarli w piątek pod wieczór, w zaawansowanej już ciemności, przyświecając sobie jedną wspólną latarką. W domu za to było już cieplutko, w piecu paliło się od kilku godzin. Z pewnym niepokojem patrzyłam na topniejące zapasy drewna, ale uznałam że w sobotę przyniesiemy coś z lasu i…

Read More Read More

Kurczę, jak ciemno…

Kurczę, jak ciemno…

Cicho, ciemnawo i mokro. Wchodząc na Groń gadałam wesoło z moją kuzynką Anią, żeby choć trochę rozproszyć ten ponury nastrój. Tym razem telefon zastąpił mi więc tic – taki, nie musiałam nimi nawet grzechotać. Drzewa wszystkie zmarznięte i zachlipane, w czarnej, mokrej i śliskiej korze już chyba zapadają w sen zimowy. Kolorów ubyło, wiatr wyczesał już większość liści i szpilki modrzewiom. Bure mgły snują się sennie, obijając się o świerki. To mi się jednak nie podoba. Nie dość, że dzień…

Read More Read More

Płomyk dla Janeczki…

Płomyk dla Janeczki…

1 listopada 2017 Wspominam dziś, jak większość z nas, ludzi którzy odeszli. Tam, gdzie mnie dane było „zerknąć” dwukrotnie. Skąd wracałam z wielkim żalem, ale dobrze że wracałam, dziś to wiem. Mama, Ciocia Mańka i Janeczka… Już tam sobie szczęśliwie spacerują po kwiecistych ogrodach i wiedzą. Znają odpowiedzi na wszystkie pytania i pewnie dobrotliwie uśmiechają się, patrząc jak sobie radzę z tym co mi wyznaczono. Jak obsługuję urządzenia które mi dano, dźwigając plecaczek który mi spakowano i upięto. Mamie zapaliłam…

Read More Read More