Szyby całe, opony całe… ;-)

Szyby całe, opony całe… ;-)

15 kwietnia 2018

Ranek dziś jest wręcz sielankowy.

Słońce wstało wcześniej niż ja, wykulało się już nad starą lipę za płotem, kiedy wyszłam z kubkiem kawy na próg. Czworonożnych gości na razie nie widać, jedynie jakiś zadzierający żółtego dzioba kos przemaszerował pośpiesznie po balustradzie werandy. No, ale on ma dwie nogi.

Z lasu w dole słychać szum strumyka.  Ptaki jakoś ucichły, pewnie jest za wcześnie, czekają aż poranny chłód opadnie i wsiąknie w ziemię. Otulam się szczelniej polarem, rzeczywiście jest chłodno. A tu, jakby w odpowiedzi na moje rozmyślania, rozszczebiotał się jakiś pierzak na lipie. Aż miło słuchać, radośnie wyśpiewuje swoje zwrotki i refreny.

Przeszłam się, łykając nieśpiesznie kawę, wokół domu. Jeszcze można chodzić w niskich butach, trawa jest niziutka, przygnieciona tuż nad ziemią. Gdzieniegdzie żółcieją wesołe pierwiosnki, irysy wychyliły już mieczowate liście, ależ się cieszę że się przyjęły, naliczyłam czternaście wzdłuż werandy. Posadziłam w ubiegłym roku różnokolorowe, tego lata już powinny kwitnąć, jeśli tylko jelenie ich nie skonsumują.

Jakiś błysk przykuł mój wzrok, to tylko słońce odbiło się w blaszanym wiadrze przy studni. Zaniosłam kubek po kawie do domu, wzięłam aparat i wsunęłam kalosze na nogi.

Bladożółte pierwiosnki królują, tych na górze najwięcej. Ale i stokrotki pokazują się gdzieniegdzie, jest i samotny zawilec. Czarny bez wypuszcza świeże pędy, są już nowe listki. Fajnie, będzie syrop nieoceniony na kaszlowate choróbska.   Pigwa też wypuszcza liście, choć stale obgryzana jest przez jelenie, jako i jej smukłe sąsiadki – szmaragdowe tuje. Strasznie wykrzywiona ta pigwa, muszę podeprzeć ją jakąś tyczką.

Kasia pewnie jeszcze śpi, wszystkie okna zamknięte. U Huberta tylko widać leciutką smugę dymu z komina. Teraz już powietrze rozbrzmiewa setką świergoleń,  ptaki raźnie zaczynają swój dzień. Stawiając bokiem stopy, ostrożnie zeszłam stromą ścieżką od furtki do placyku pod studnią, gdzie stoi nasze autko. Opony całe, szyby całe, uff.

Wczoraj odwiedziła nas pani Krysia z dołu. Dzwoniłam do niej natychmiast w sprawie zniszczonej drogi, mówiłam o całej sytuacji,  przesłałam nagranie. Pani Krysia razem ze mną zbierała i zanosiła pieniądze do Gminy, kiedy składaliśmy się na remont drogi. Ona zna tych ludzi, rozmawiała z nimi już w piątek kiedy przejeżdżali z kradzionym drewnem obok jej domu. Tak, tak. Kradzionym. Sprawa jednak poszła już dalej, Kostek poinformował Wójta i nadleśnictwo. Nie wiem co z tym zrobią, ale pani Krysia twierdzi, że to koniec procederu (zabronionego zresztą!) ściągania bali drogą. Nasz filmik to wystarczający dowód.

Dlatego sprawdzam, czy auto całe. Hubert jeszcze nie wie, ale z pewnością ręce załamie i uprzedzi mnie, że teraz to mi chałupę podpalą. Należy do tych którzy uważają, że lepiej siedzieć cicho i się nie narażać. I tym samym akceptować każde świństwo, każde przestępstwo nawet. To nie w moim stylu.

– Cześć synu! – radośnie powitałam Krzycha wychodzącego z domu.

– Cześć. Auto całe? – spytał, przecierając oczy i przeciągając się jeszcze wyżej, niż swoje sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu.

– Szyby całe, opony całe. – zameldowałam.

Weszłam z powrotem na podwórko, zamykając za sobą furtkę. Zaraz zjemy jakieś śniadanie i ruszymy w dzień.

Zatem – miłego dnia!  🙂


 

7 thoughts on “Szyby całe, opony całe… ;-)

  1. Hmmmm….. Może to głupie, ale ja też bym się bała. Ciekawe jest to, że ludzie postępujący uczciwie muszą się bać, a nie na odwrót.

  2. Spróbowałem raz jeszcze odzyskać hasło, ale nadal wyświetlana jest informacja o niewłaściwym działaniu tej funkcji. 🙁

  3. Znowu piękne słowa, także prostotą – te o słońcu wykulającym się nad lipę.
    Ten dzień (i niedzielę też) przepracowałem od rana do wieczora, jak niemal każdy dzień w mojej pracy, ale był dobry: odwiedził mnie bliski mi znajomy i świeciło słońce. Kwiecień jakby chciał nas przeprosić za swój zeszłoroczny nastrój.
    Kiedyś chamstwo i bezczelność miały odrobinę wstydu, teraz już nie. Teraz są sposobem na życie, a bywają nawet powodem do dumy.
    Pięknie tam u Ciebie, Marylo. Dzisiaj mój kolega opowiadał o zobaczeniu dużego zaskrońca, o żmii zygzakowatej kiedyś widzianej, a ja w odpowiedzi powiedziałem mu o Tobie, o tym, że koło domu chodzisz w kaloszach z powodu żmij. Z rozpędu opowiedziałem mu o domku, który tak mi się spodobał, że zagościłem na stronie Maryli, góralki w wyboru.

    1. Hm. Ostatnio zauważyłam, że takie właśnie chamstwo, parcie (bo to już nie jest dążenie) do celu „po trupach” nazywa się… mądrością!
      Smuci, ale już nie zdumiewa. 🙁
      Co do żmij – rzeczywiście, takie spotkania pamięta się i wspomina czasem latami, a dla nas to po prostu codzienność. 😉

  4. Ja tez siedzę z kubkiem kawy na tarasie ☺️
    Zamykam oczy i przenoszę się do Ciebie w to piękne miejsce ☺️
    Miłej niedzieli .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *