Zabawa w wojsko?

Zabawa w wojsko?

5 sierpnia 2018

Wczorajsze późne popołudnie, po kolejnym deszczu i niewielkiej burzy. Słońce wychodziło zza chmur i znowu robiło się jasno, jak gdyby nigdy nic. Stanęłam na werandzie, podziwiając białe jak bita śmietana mgły unoszące się nad doliną. Nieodmiennie piękne.

Usłyszałam Metallikę i pobiegłam odebrać telefon.

– Ja brzoza, ja brzoza. Maryla, czy mnie słyszysz? – konspiracyjny szept Kasi rozbawił mnie i zaciekawił.

– Ja sosna, ja sosna. Słyszę cię, brzoza! – odszeptałam.

– Sosna, masz komandosa za szopą! Powtarzam, komandos za szopą!

Wyszłam od „rufy” i rozejrzałam się. Nikogo przy szopie nie było, ale łatwo się schować w chaszczach przy niej, ktoś mógł też wejść do środka. Wyłączyłam telefon i podeszłam do płotu Kasi. Stała poniżej, w drzwiach swojego domu.

– Facet w okołowojskowym rynsztunku? – spytałam głośno. – Podobno wchodziła tu przede mną jakaś taka grupka, z bronią nawet, mówili mi ci z kempingu na dole. Pytali czy ich znam.

– Ale myślisz, że to wojskowi? – zdziwiła się Kasia. – Ten tu się czaił normalnie z karabinem przed sobą!

– Nie, to z pewnością nie wojskowi, ktoś musi urządzać tu sobie zabawy typu paintball, airsoft albo coś w tym stylu. – odpowiedziałam dość zirytowana, przyglądając się nadal okolicom szopy.

– Przecież to prywatne posesje, mogą sobie tak po prostu biegać między naszymi domami bawiąc się w wojnę?! – Kasia nie posiadała się ze zdumienia.

– Hm, trzeba się będzie tego dowiedzieć, chyba wiem skąd przyszli i kto może być organizatorem tej zabawy. Widziałam rano taką grupkę na końcu Modrzewiska, wyładowywali sprzęt.

Przypomniało mi się kilkoro raczej młodych ludzi stojących przy samochodzie na jednym z podwórek, jakieś sześć osób, w tym chyba tylko jedna kobieta. Tłumacząca, że „droga jest prosta, nie da się zgubić”. Skojarzyli mi się właśnie z takim obozem survivalu. Może to oni?

Dziś, niestety, nie udało mi się nigdzie pójść, choć planowałam. Burze krążą tu i tam cały dzień. Kilka razy grzmotnęło porządnie, zrobiło się ciemno jak wieczorem i z nieba chlusnęło ścianą wody. A potem znowu świergoty ptasząt gdzieniegdzie, cykanie świerszczy i te mgły z bitej śmietany.

Tym razem to ja zadzwoniłam do Kasi:

– Ja sosna, ja sosna, jak mnie słyszysz, brzoza?

Kasia parsknęła tylko śmiechem i spytała:

– Taaak?

– Przy twoim płocie właśnie czai się facet w śmiesznej czapce. Czy ten wczorajszy miał takową?

Kasia przytaknęła:

– Ooo, tak, tak, faktycznie, strasznie głupio wyglądał w tej czapeczce. Gdzie jest?

– Hm, teraz już pewnie gdzieś za twoim domem, albo koło Huberta. Chyba, że do lasu pobiegł.

Kasia nie zdążyła już go jednak zobaczyć.

Zaczęłyśmy zastanawiać się, czy „zabawkowe żołnierzyki” spędziły noc w pobliskim lesie, i czy te dziwne terkocząco – pykające dźwięki z lasu Huberta to przypadkiem nie strzelanie z tych zabawkowych karabinów. No tak, pewnie mamy tu jakieś zabawy typu „airsoft”. Jeśli tak jest, jeśli takie grupki tu nocują – mając za zadanie zbudować na szybko schronienie i zdobyć pożywienie a przy okazji postrzelać do siebie – to wyjaśniałoby nam parę rzeczy które ostatnio trochę nas zaniepokoiły. Na razie nie będę wchodzić w szczegóły, bo może to dwie różne sprawy. Jutro popytam, coś spróbuję wyjaśnić. Może to i fajna zabawa, ale tak zorganizowana – jest raczej żałosna i bardziej na chuligaństwo zakrawa.

Tymczasem znowu podziwiam snujące się między górami mgły, nie wiedzieć kiedy zrobił się wieczór. Hm, coraz wcześniej się ściemnia, lato mija nieubłaganie…


8 thoughts on “Zabawa w wojsko?

  1. Twoje przygody przypomniały mi zabawną scenkę z francuskiego filmu. Mężczyzna miał dom przy granicy poligonu, i zapewne dlatego któregoś dnia wbiegło paru żołnierzy na podwórze, położyli się za płotem i obserwując, naradzali się przez radio. Podszedł do nich właściciel i zaczął ich okładać czapką wołając, żeby poszli się bawić w wojnę gdzie indziej. Pomyślałem o możliwych konsekwencjach takiego zachowania w głębokiej komunie i o tym, że faktycznie wojsko jest zabawą dużych chłopców, którzy nie widzieli okropności wojny.
    Marylo, może powinnaś mieć na podorędziu jakąś ścierę? 🙂

  2. Nawet duzi chlopcy musza sie czasem pobawic…. Szkoda, ze nie mysla o tym jak te ichnie zabawy dzialaja na inne stworzenia – te co skacza i fruwaja;)

  3. Nie dziwota, że potem jelenie pchają się do ogrodów, przepłoszone przez takie, pożal się boże, wojsko.
    Wiosną, ku naszemu zdumieniu, oglądaliśmy przemarsz kilku męskich grup, ubranych w moro i a jakże, uzbrojonych po zęby, tuż obok turystycznej trasy. W pierwszym odruchu chciałam pstryknąć foto, ale mąż mnie powstrzymał, bo a nuż zaaresztowaliby nas za szpiegostwo 🙂

  4. Śmieszne zabawy dużych chłopców. Dobrze, jeśli nie wyrządzą jakichś szkód w lesie czy na prywatnym terenie. Gorzej, gdy w ramach tego survivalu pakują się komuś prawie do domu.

    1. Właśnie o to chodzi.
      Maszerując „w nogę” nieźle przestraszyli siedzącą przed domem sąsiadkę z dziećmi, ale to pewnie tylko podniosło im dodatkowo adrenalinkę. Gorzej, że miejsce które obrali sobie na strzelanki, jest tuż przy ostoi zwierząt, głównie jelenie upodobały sobie ten teren. Nie wiem kto wydał im zgodę, na razie wygląda na to, że nikt. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *