Kto lepem wojuje… ;-)

Kto lepem wojuje… ;-)

11 lipca 2019

Woda dziś uwolniła się z tej szarej powłoki nad ziemią, żadne tam subtelne roszenie ani chlupnięcie na calutkie trzy minuty jak wczoraj, to już regularny deszcz. Ciemnawo w izbie, termometr za oknem upiera się przy jedenastu stopniach, od rana więc dorzucam porąbane wczoraj drewno do pieca i drepczę ze ścierką to tu, to tam, porządkując co tam o porządek woła.

Okno zawołało, oczyściłam je więc ochoczo, przy okazji wymieniając kolorowe naklejki – lepy na muchy w górnych narożnikach szyb, mnóstwo już było na nich owadziej drobnicy wszelkiej. Nie wyglądają zbyt pięknie i tak, ale na pewno lepiej się sprawdzają niż te tradycyjnie wiszące w formie długiego, lepkiego paska.

Haha, takie tradycyjny lepy raz tylko zastosowaliśmy i szybko daliśmy spokój, jedno i drugie za sprawą Kaliny. Przyjechała wtedy na jakiś czas latem, gorąco było i brać owadzia szarogęsiła się niemożebnie w powietrzu i na ziemi. Wszystko bzyczało, łaziło, kąsało i mocno uprzykrzało tak spacery, jak i pogaduchy na werandzie. Na osy stosowaliśmy niezawodne pułapki  z przeciętych butelek, ale z muchami i im podobnymi stworkami było już gorzej.

Przyjaciółka moja, jako zagorzała wielbicielka porządku i czystości, zarządziła walkę z upierdlistwem i powędrowaliśmy do sklepu po oręż.

Wielkiego wyboru wtedy nie było, jakieś proszki do rozpuszczania no i zwinięte w rolkę lepy. Sprawa mocno nieestetyczna, ale co było robić. Nabyliśmy kilka tekturowych rolek i Kalina osobiście wybrała miejsca do zawieszenia ich: pod sufitem przy wejściu do kuchni, za szafką w kącie sypialnianym i w oknach, przy środkowej framudze. Szybko oblepiły się pobzykującymi „prawie-trupkami”; wyglądały paskudnie, ale trzeba przyznać, działały świetnie.

Zapowiadała się burza i mocno się ochłodziło, postanowiliśmy więc z Krzysiem porąbać trochę drewna na opał. Nie pamiętam już czym zajmowała się wtedy Kalina, ale po chwili, skuszona naszymi śmiechami i żartami, postanowiła się do nas przyłączyć. Wychyliła się z okna nad werandą i zawołała:

– Może wam pomóc?

Zamilkliśmy natychmiast, patrząc na nią z przerażeniem i obrzydzeniem.

Piękna, bujna blond czupryna Kaliny zmieszała się i skleiła z lepką taśmą, pełną zdechłych much i innego paskudztwa. Kala nawet nie była tego świadoma, sądząc że to odsunięta firanka osiadła jej na głowie. Zdziwiona była więc naszą reakcją:

– Co? Co tak patrzycie?

Obydwoje walczyliśmy z chęcią wybuchnięcia śmiechem, ten widok wplątanego we włosy, podrygującego lepu pełnego owadów był o tyle obrzydliwy co komiczny. Krzyś niepewnie zaczął:

– Ciociu, nie ruszaj już bardziej głową…

– Kala, lep ci się przykleił, stój tam! – starałam się zachować powagę i popędziliśmy z Krzysiem do izby, uwolnić Kalinę z kleistej pułapki.

Łatwe to nie było, moja przyjaciółka rzucała się, wzdrygając z obrzydzeniem i prychając co chwila:

– Fuj! Ohyda! Kto tu to świństwo powiesił?!

– Ty, ciociu. – odpowiedział spokojnie Krzyś, odcinając lepką taśmę od szpulki i nieostrożnie szepcząc do mnie – Mamuś, mogę zrobić zdjęcie?

Tego już było Kalinie za wiele. Usiadła na krześle, wydzierając się i złorzecząc wszelkiemu skrzydlatemu stworzeniu oraz nam szydzącym z jej nieszczęścia, kiedy my powoli usiłowaliśmy bez strat oddzielić jej wypielęgnowane blond loki od lepkiego owadziego grobowca, zaśmiewając się przy tym do łez.

Długo i z trudem domywaliśmy później ręce, a Kala włosy. Pojedyncze pasemka musieliśmy jednak przyciąć bo nijak nie dało się ich uwolnić. Resztki lepu natychmiast poszły do spalenia, razem z tym z drugiego okna – na wszelki wypadek. Kalina uznała, że z dwojga złego woli owady na sucho. 😉

Trudno mi teraz nie szczerzyć się ze śmiechem na to wspomnienie, umyję i oczyszczę jeszcze drugie okno, wymyślę jakiś plan na dziś.

Chyba wybiorę się po świeże łapy świerkowe, zapowiadają burzę więc dalszą wędrówkę mogę zaliczyć dopiero po południu. I zadzwonię do Kaliny, pośmiejemy się razem. 🙂


 

4 thoughts on “Kto lepem wojuje… ;-)

  1. Dobrze byłoby mieć swoją własną jaskółczą rodzinkę pod okapem, tylko jak to zrobić? Bociany zwabia się półką nadającą się na podstawę pod gniazdo, a jaskółki jak?
    Ech, siedzieć na werandzie i patrzeć na ich wdzięczne latanie!
    A blond czuprynka na zdjęciu autorki jest, czy jej gościa?

    1. Czuprynka autorki. 🙂
      U mnie pod okapem mieszka rodzinka rudzików, jak zwabić jaskółki – nie mam pomysłu. Na Groniu widuję je bardzo rzadko.
      Ale z przyjemnością oglądam rudziki, siedząc na werandzie. 🙂

    1. Ha! Czyli dobrym rozwiązaniem byłoby zaprosić do wspólnego zamieszkania jaskółkę, a najlepiej całą jaskółczą rodzinę? 😉

Pozostaw odpowiedź Maryla Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *