Wiktoria Wiktorii a mnie jest żal…

Wiktoria Wiktorii a mnie jest żal…

1 września 2019

Ostatni ranek… no właśnie: czego? Wakacji? Nie. Urlopu? Też nie. Chwilowego bezrobocia. Brzmi okropnie, ale tak właśnie jest. Uch, jak dobrze, że nie musiałam wracać do tej samej szkoły…

Ale dość o tym, dziś zza lipy świeci słońce, liście szumią delikatnie i w trawach grają cicho jakieś rosą, rześkie i chłodne, ale pewnie szybko zmieni się w skwar. pasikoniki – ranne ptaszki. Trawa, odrastająca bujną czuprynką po jedynym tego lata koszeniu, jest soczyście zielona, ale liście drzew gdzieniegdzie już się odbarwiły, zjesienniały: śliwy za płotem Kasi błyskają żółcią, a zieleń starego orzecha zrobiła się oliwkowa. Tylko świerki i jodły zaznaczają się ciemnozielonymi, strzelistymi koronami. Góry naprzeciwko ułożyły się w coraz bardziej mgliste plany a niebo nad nimi, świetliste i białawe przy kruchej, jakby nerwowo naszkicowanej linii postrzępionego horyzontu, staje się mocniejsze i coraz bardziej błękitne, im bliżej zenitu. Powietrze pachnie jeszcze

Z dołu słychać odległe szczekanie psów, mimochodem uśmiecham się nad kubkiem kawy, wspominając niespodziewane spotkanie wczorajszym popołudniem.

Przeglądałam akurat zdjęcia, kątem oka zauważyłam jakieś poruszenie za płotem w okolicy orzecha. Dwoje dzieci i biegający pies. Nie zdziwiło mnie to, ale spojrzałam raz i drugi, a dzieci nadal tam były i wyraźnie przyglądały się mojej chatce, rozmawiając półgłosem. Podeszłam więc do okna i przyjrzałam się dokładniej. Dziewczynka z blond warkoczykami była mi skądś znajoma, zaraz, zaraz, ten biały pies… czyżby..? Szybko wyszłam na werandę. No, tak! Urosła, wyładniała, ale to chyba ona.

-Wiktoria? – spytałam niepewnie, wychodząc się zza ściany domu.

Dzieci spojrzały na siebie uśmiechnięte.

– Dzień dobry, poznała mnie pani! – ucieszyła się dziewczynka.

Zdjęłam ruchome przęsło płotu i wpuściłam dzieci na podwórko.

– Jesteście sami, bez rodziców? – rozejrzałam się.

Chłopiec, na oko jedenasto–dwunastoletni, pokręcił głową i wskazał brzeg lasu za sobą.

– Nie, rodzice i ciocia są tu na grzybach. Dużo kozaków my nazbierali! My przyszli tylko na chwilę, bo Wika chciała, poznała pani dom. Tylko zapomniała jak się pani nazywa. Fajnie tu pani ma.

Przywołałam w myślach całą ubiegłoroczną, nieprzyjemną sytuację z zaginionym psem i ostrożnie spytałam:

– To jednak Rita się znalazła? Czy to już inny piesek?

– To Ritusia, ta sama. To pani pamięta, jak się nazywała? – Wiktoria przyglądała mi się radośnie. – Tata ją znalazł, ona daleko wtedy uciekła, ale znalazł.

– Wika tydzień beczała, to tata wrócił i szukał. U jakichś sąsiadów była, się przybłąkała do nich. – wyjaśnił chłopiec.

– A ty jesteś pewnie Franek. – przypomniałam sobie. – Wejdziecie na herbatę?

– Nie, musimy wracać, my powiedzieli że idziemy tylko na chwilę zobaczyć czy pani jest.

Pobiegli do lasu, błyskając podeszwami… jakżeby inaczej: sandałów. Wyobraźnia niektórych ludzi powala. Jest ciepło, to się zakłada dzieciom sandałki, co z tego, że idą do lasu na grzyby. Na szczęście w tym roku żmij jest zdecydowanie mniej, a kleszcze nie wszystkich się imają…

– Jeśli nie znajdziecie rodziców to wróćcie! – krzyknęłam jeszcze za nimi.

Cóż, Rita wygląda na zdrową i zadbaną, Wiktoria też zdecydowanie lepiej niż ostatnio, kiedy tu do mnie trafiła. Widać tata przyzwyczaił się jakoś do psa w domu.

A teraz trzeba spakować plecak i wywędrować stąd znowu na kilka dni. Mam nadzieję, że to będzie tylko kilka dni. Trzeba zamknąć dokładnie okna, drzwi do kibelka, wykręcić korki. Ależ mi się nie chce wyjeżdżać! Mam straszliwy niedosyt, jak chyba co roku w tym czasie. Schodzę więc górami, żeby jeszcze trochę nasycić oczy widokami, a uszy – ciszą lasu. Oj, żal mi, żal zostawiać góry.

Ale, jak to jeden góral już wyśpiewał: „… dla chleba, panie, dla chleba…” 🙁

P.S. O pierwszym spotkaniu z Wiktorią – tutaj:

Gdzie pies, gdzie dziecko i gdzie ludzki rozum?


6 thoughts on “Wiktoria Wiktorii a mnie jest żal…

  1. Mnie na tyle zmęczyło upalne lato, ze naprawdę cieszę się z nadejścia chłodniejszych dni, tyle że niestety będą krótsze. Mam nadzieję, ze w nowej pracy spotkasz ciekawych i miłych ludzi i tych młodych i tych starszych, czego Ci serdecznie życzę.

    1. Dzięki, też mam na to nadzieję. Zresztą, już spotykam. Już widzę, wobec kogo lepiej zachować uprzejmy dystans, a z kim można pogadać przy kawie. Oczywiście, nie dotyczy to uczniów. Z tymi ostatnimi bywa tak, że najbardziej łobuzujący na początku – po jakimś czasie stają się najbardziej aktywni i garnący się do nauki. Rzaaaadko zdarzają się naprawdę „niefajni”. 🙂

  2. Cieszę się dobrymi wiadomościami o Twojej nowe pracy, ale…
    Już ładnych kilka lat wrzesień nie jest dla mnie końcem wakacji, ale to paskudne uczucie końca wszelkich przyjemności nie mija. Koniec dalszych podróży, koniec ciepłej pogody, koniec jasnych wieczorów i krótkich nocy, koniec radosnego świergotania w ogrodzie, koniec zrywania się z aparatem na niespodziewane sesje fotograficzne, bo akurat w znajomym miejscu pokazały się ulubione brodźce. Wiem, marudzę jesiennie. To minie po jakimś czasie.
    A z Twojego okna widok cudny. Dobrze, że pozostaną zdjęcia.

    1. Cóż… odpycham od siebie takie myśli i staram się nie popadać w ten stan, ale tak całkiem cichutko przyznam Ci się, że i mnie ta świadomość „końców” przygnębia nieco. Szczególnie koniec długich dni, teraz już galopująco będzie przybywało nocy, a to jest dla mnie najgorsza strona jesieni i zimy. Resztę da się przeżyć: te wszystkie chlapy, śniegi, wiatr i mrozy. Powtarzam sobie jednak, że to tylko parę miesięcy tak. Od stycznia sumiennie notuję w kalendarzu na biurku, ile minut dnia przybywa. :-)))

  3. Oj żal … ale wrócisz i jeszcze nacieszysz się ciepełkiem
    babim latem i jesienią złocistą. Miłe spotkanie miałaś
    z dziećmi,pamiętały miłą Panią i jej Chatkę. Marylka
    życzę Ci kochana powodzenia w nowej szkole i samych dobrych chwil z młodzieżą….będzie dobrze *;*
    Pozdrawiam i trzymam kciuki żeby wszystko było ok.

    1. Dzięki Danusiu. 🙂
      Wiem, wrócę i nacieszę się. To ten koniec „wakacji” tak działa jakoś dziwnie. Jakby wypadało poszmędzić za mijającym latem… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *