A kiedy góral umiera….

A kiedy góral umiera….

2 listopada 2019

Dziś w dolinie odbył się pogrzeb Huberta.

Pożegnaliśmy naszego mistrza pszczelarstwa, wielbiciela swojej niewielkiej pasieki i troskliwego opiekuna rojów zamieszkujących jej ule. Jeszcze tak niedawno z uporem i cierpliwością odbudowywał zniszczone przez niedźwiedzia drewniane domki, jeszcze ciągle słyszę te jego opowieści o zwyczajach pszczół, mogłam ich słuchać godzinami, nawet jeśli się powtarzały. Miód, który od niego kupowałam, nie miał sobie równych.

Nie zasiądziemy już przy „piesku” na mojej werandzie, nie pośmieję się z tej jego wiecznej ulgi, kiedy przyjeżdżałam a Hubert był na Groniu sam. Nigdy nie dowiedziałam się, czy to był tylko żart, czy naprawdę czuł się bezpieczniej kiedy widział światła w moich oknach. Twierdził, że tutejsi złodzieje mają przede mną jakiś respekt i darzą mnie wyjątkową sympatią. Fakt, na policji też tak zeznali, ale Hubert odkrył ów fakt o wiele wcześniej.

Gaba nie przyjechała, choć wiadomość o śmierci Huberta mocno ją poruszyła. Nie udało im się po latach wrócić do tego sympatycznego flirtu i porozumienia, za którym moja koleżanka tak tęskniła. To trochę tak jakby wrócić do książki, którą się odłożyło na półkę na osiemnaście lat. Bierzesz do ręki, wyciągasz zakładkę, rozsiadasz się wygodnie w fotelu i z uśmiechem zaczynasz czytać, ale ten uśmiech pomału znika, za to pojawia się niedowierzanie i lekki zawód: czy to naprawdę tak mi się kiedyś podobało?

Przyjechali i przyszli za to niemal wszyscy mieszkańcy naszego Gronia, ci lubiani i nielubiani przez Huberta, jego bracia, dzieci i była żona. Dziwne, milczące spotkanie wielu osób pozdrawiających się bezgłośnymi uśmiechami, przyglądającymi się sobie w zadumie nad upływającym czasem, usiłujących rozpoznać i nagle rozpoznających kogoś po lewej lub prawej. Wyrazy współczucia dla tych, którzy płaczą, to pewnie najbliższa rodzina. O, to chyba Jasia, ależ się zmieniła, wyszczuplała mocno i włosy ma zupełnie inne. Z dziesięć lat jej nie widziałam.

Kostek z żoną przywieźli mnie z powrotem, ale i z nimi jakoś rozmowa się nie bardzo kleiła, wszyscy troje byliśmy zadumani i trochę zmęczeni dwugodzinną uroczystością.

Nawet pani Aura się dopasowała: było szaro i cicho. Hubert urodził się tutaj, w chacie na Siwym Groniu, te góry oglądały go kiedy zbiegał ścieżką do szkoły, razem z Józkiem i innymi dziećmi Janeczki, dziś pożegnały go w zadumie i milczeniu. Oj, ciężkie było ostatnio życie naszego sąsiada, bardzo ciężkie…

Już w domu zrobiłam sobie kawę i usiadłam na progu, patrząc na dom poniżej. Drzewa i krzewy, już bez liści, przysłaniają go subtelną koronką gałęzi i gałązek, czarnych jak kir pod ciemniejącym niebem. Co będzie teraz z tym domem? Czy któreś z dzieci Huberta się nim zaopiekuje?

Dobrze, że zdążyliśmy wrócić za dnia, w chatce nadal panowało miłe ciepło, więc nie musiałam tak od razu rzucać się do rozpalania w piecu, jak Kostek. Ja przyjechałam już wczoraj, zdążyłam ogrzać moje domostwo. Dziś więc spokojnie wypiłam kawę i zrobiłam niezbędne porządki wokół domu: przycięłam nisko róże i paprocie, powyrywałam z korzeniami kilkanaście dorodnych pokrzyw i innych chwaściorów.

Ileż to razy przy takiej pracy zatrzymywałam się i pokrzykiwałam coś wesoło do Kasi i Huberta, zginających się tak samo nad swoimi grządkami za jednym i drugim płotem, a na podwórkach snuły się dymy z ognisk, w których paliły się uprzątnięte gałęzie i suche badyle zgrabione z trawy. Po takiej pracy spotykaliśmy się czasem u Kasi przed domem, czasem u mnie na werandzie, na piwko i sąsiedzkie pogaduchy. Nie byłam z nim zaprzyjaźniona tak jak z Kasią, ale lubiłam go. Specjalnie dla niego zostawiłam na wieszaku w sieni obszerną, pomarańczową bluzę, którą zawsze zakładał, kiedy zasiedział się u mnie do zmroku i chłodu, snując te swoje fascynujące pszczelarskie opowieści.

Trudno uwierzyć, że już po prostu go nie ma, że zostawił tak tę swoją ukochaną pasiekę i chatę na Groniu, nawet nie zdążył schować wielkich, ubłoconych kaloszy, nadal stoją przy drzwiach…

Żegnaj, sąsiedzie.


12 thoughts on “A kiedy góral umiera….

  1. Marylka tak mi się smutno zrobiło i nie wiem co napisać
    wiem jedno Hubert nie odszedł on został tylko jego nie ma …..
    Kiedy góral umiera, to góry z żalu sine
    Pochylają nad nim głowy jak nad swoim synem
    Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową
    A on długo sposobi się przed najdalszą drogą
    Kiedy góral umiera, to nikt nie układa baśni
    Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie
    Głowę jeszcze raz uniesie, do góry do nieba
    By pożegnać góry swe, by im coś zaśpiewać
    Góry moje, wierchy moje, otwórzcie swe ramiona
    Niech na miękkim z mchu posłaniu cichuteńko skonam
    Ojcze mój, halny wietrze, powiej ku północy
    Ciepłą drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy
    Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze
    Siedzi, czeka aż kostucha w okno zakołacze
    Ziemia twardą szorstką ręką tuli go do siebie
    By na zawsze zostać mógł pod góralskim niebem
    Bym mógł w ziemię wrosnąć
    Strzelić potem do słońca smreczyną
    I na zawsze szumieć już
    Nad swoją dziedziną

    1. To prawda. Niby nie byłam jakoś szczególnie zaprzyjaźniona z Hubertem, ale bardzo mi smutno na widok jego domu teraz…

  2. Ja też uwielbiam „Ciebie czytać” 🙂
    i jak tak czytam, to Hubert wydawał mi się taką „książkową” postacią, postacią „z opowieści”; i jakoś dopiero dziś „czytając Ciebie” dotarło do mnie, że to przecież był żywy człowiek, o którym opowiadałaś… nie bardzo umiem to napisać co mi chodzi po głowie, ale chyba kawałek Huberta będzie tu żył w Twoim blogu. Dziękuję, że mogłam go troszkę poznać. 🙂

    1. Hm… żadna to fikcja, a postacie prawdziwe. I ja wczoraj sięgnęłam do wcześniejszych zapisków, gdzie takie to naturalne było, że widzę dym z komina domu poniżej, że Hubert przynosi mi słoiki miodu, zatrzymuje się przy mojej werandzie w swojej flanelowej koszuli w żółto-niebieską kratę i wiecznie ubłoconych kaloszach. Masz rację, już tu zostanie…

  3. Mój Boże, jakie to smutne… Ja też polubiłam Huberta… Nie znałam go, ale też mi się jakoś smutno zrobiło…

    1. Hm, Hubert był sympatycznym człowiekiem, chyba wszyscy go lubili. Mam wrażenie, że był zbyt spolegliwy i co „sprytniejsze” jednostki to z premedytacją wykorzystywały, a on nie bardzo potrafił się bronić, ale bardzo się tym przejmował…
      W efekcie nie zdążył nacieszyć się upragnioną emeryturą, na którą dopiero co przeszedł… 🙁

  4. Bardzo lubię Twojego bloga i czytając go czuje się trochę częścią Twojego otoczenia, dlatego bardzo zasmuciła mnie ta wiadomość. Nawet trochę mnie zdziwiło, że aż tak bardzo:(
    Mam nadzieję, że dom nie pozostanie pusty, życie musi toczyć się dalej. Oby było w nim jak najwięcej dobrych i szczęśliwych chwil.

    1. Hubert ma… to znaczy, zostawił dużą rodzinę, myślę że ktoś z nich przejmie ten dom.
      Bardzo mi miło, że lubisz mój blog i czujesz się częścią tego mojego świata… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *