Browsed by
Miesiąc: Grudzień 2020

Błoto zamiast śniegu „na scyńście, na zdrowie…”. ;-)

Błoto zamiast śniegu „na scyńście, na zdrowie…”. ;-)

31 grudnia 2020 Ostatni dzień tego przedziwnego roku. Istotna tylko dla nas, ludzi, cóż ta data obchodzi całą resztę Natury, pogrążoną dziś we mgle, kiedy my, potężne karzełki, odhaczamy kolejny etap naszego czynienia sobie Ziemi poddaną. Na termometrze plus trzy stopnie, w raporcie długości dnia – plus pięć minut. Za oknem czarne, mokre po wczorajszym deszczu pnie i gałęzie drzew otulone są lepką, jasnopopielatą puszystością. Niewiele widać poza płot Kasi, mgliste kłęby jednak przemieszczają się, rzedną gdzieniegdzie i rozświetlają się,…

Read More Read More

…a Pan Czas robi „pstryk!”

…a Pan Czas robi „pstryk!”

29 grudnia 2020 Wieczór cichy i miły. Popijam zieloną herbatę, sernik z delikatnym aromatem wanilii idealnie do niej pasuje. Krzyś położył się już, ogląda jakiś film w swoim smartfonie, co jakiś czas tylko wyskakując do sieni lub łazienki, rozglądając się po nowych pomieszczeniach i głośno wyrażając swoje zadowolenie. – Mamul, jaki fajny prysznic mamy! A to okno jakie fajne! Tu wszędzie jest jasno! Wczoraj i dzisiaj pracowaliśmy, a jakże. Drobne sprawy: ochronne płytki nad zlewozmywakiem w sieni (żeby woda nie…

Read More Read More

Święta z poślizgiem, czyli nareszcie w domu. :-)

Święta z poślizgiem, czyli nareszcie w domu. :-)

27 grudnia 2020 Nareszcie w domu. 😊 Czas świąteczny tym razem wcale świąteczny nie był. Krzyś rozchorował się (na szczęście to tylko przeziębienie) i z konieczności pozostaliśmy na te kilka dni w domiszczu miejskim, gdzie spełniłam swoje psie obowiązki (podobno wszystko co tam robię do takowych należy), doprowadzając kilka głównych pomieszczeń do porządku przedświątecznego. O, nieuleczalna naiwności moja. Chcąc pozbyć się walącego wewnątrz mnie pięściami gniewu, podjęłam nie wiem którą już próbę szczerej rozmowy z pytaniem „dlaczego?”. Cóż, kolejny raz…

Read More Read More

A jednak skończyliśmy i chęć pomocy nietrafiona… ;-)

A jednak skończyliśmy i chęć pomocy nietrafiona… ;-)

14 grudnia 2020 A myślałam naiwnie, że tym razem weekend spędzimy głównie na odpoczynku. 😉 Krzyś przyjechał po mnie w piątek po pracy i z błyskiem w oku otworzył bagażnik, w którym stało, zawinięte w kraciasty koc, niewielkie, kwadratowawe okno. – Trzyszybowe. – poinformował mnie syn, odchylając kawałek wełnianej tkaniny. – Na jutro zapowiadają ocieplenie. I rzeczywiście. Sobota była iście wiosenna, z rześkim, ale ciepłym powietrzem i blaskiem słońca na błękitnym niebie, udekorowanym mniejszymi i większymi przysłonami chmurzastymi maści różnorakiej….

Read More Read More

Łotympnie duje i Klotylda z niespodzianką. ;-)

Łotympnie duje i Klotylda z niespodzianką. ;-)

6 grudnia 2020 Wieje: Janeczka powiedziałaby „łotympnie duje”.   Za oknem siny ranek, niebo gdzieniegdzie błyska błękitem między szarymi poduchami, Krzyś dosypia jeszcze, a ja słucham już trzaskającego w piecu ognia i tykania zegara, co tak tutaj lubię. Druga noc z rzędu minęła na cogodzinnym wsłuchiwaniu się w wichurę za oknami, chwilami brzmiało to jak wysiłki olbrzymiego szarego stwora z gęstej mgły, usiłującego wyrwać nasz dom ze skalistej ziemi chwytając ściany chatki w wielkie łapska. – Mamo, idę na strych,…

Read More Read More