Dziki piątek… plus siedemnaście. :-)

Dziki piątek… plus siedemnaście. :-)

8 stycznia 2021

– Ech, jaki tam dobry, pani Marylko, dziki ten dzień jest! Dziki piątek! – przywitał mnie dziś ponuro pan Bronek w taksówce.

– O, to mi przykro, że ma pan taki nieudany dzień, ale może do wieczora jeszcze coś się polepszy? – zagadnęłam zdziwiona niezwykłym dla niego pesymizmem.

– Szybciej spieprzy, niż polepszy, lepiej niech się już skończy i tyle. A pani przynajmniej kupiła wszystko co trzeba?

– Owszem, choć ja dzisiaj głównie do urzędu przyszłam, udało mi się wyjątkowo niczego nie zapomnieć i załatwiłam wszystko. Dla mnie nie jest więc ten dzień taki zły. – uśmiechnęłam się pod maseczką. – Nawet pstrąga wędzonego dostałam!

Zimno dziś, ale już przed południem wyjrzało słońce i przypomniało o swojej radosnej obecności. Kiedy wspinałam się z powrotem na Groń lekko przymarzniętą ścieżką, oprószoną gdzieniegdzie symboliczną bielą, mogłam już zdjąć z głowy wełnianą czapkę i od razu dookoła zrobiło się jaśniej. Im wyżej, tym więcej śniegu zalega, od strumyka i „trzepniętej jodły” droga pokryta już była niemal regularną kołderką. Zawahałam się chwilę, grzechocząc delikatnie tic-takami obok miejsca, gdzie wczoraj kotłowały się te wypłoszone przeze mnie zwierzęta.

Ciekawość zwyciężyła: nie dawała mi spokoju myśl, czy to naprawdę były jelenie, czy może jednak jakieś lunatykujące miśki? Wspięłam się szybko na niewysoką skarpę i obeszłam świerkowy młodnik, przyglądając się uważnie śladom, które wyraźnie wskazywały na dziki jednak, nie jelenie. Śnieg nieco przysypał większość tropów, ale między drzewami widać było wyraźnie nisko połamane gałązki, zrytą i wygniecioną ziemię tudzież charakterystyczne odchody.

– Dziki! – aż szepnęłam do siebie zdziwiona. – No, dziki piątek!

Już kiedyś zdumiewałam się dźwiękami wydawanymi przez wielkiego odyńca, który warczał jak traktor, te odgłosy wczoraj też kompletnie nie przypominały dzików, już raczej konie, stąd pierwszym moim skojarzeniem były jelenie. Nie pasowała mi tylko wielkość stworzeń, uciekające jelenie raczej bym zobaczyła ponad czubkami niewielkich świerków.

Rozwiązawszy zagadkę, szybko wróciłam na drogę i raźno ruszyłam do domu, dziwiąc się jednak nadal. Stado musiało być spore, najwyraźniej odpoczywało po buchtowaniu w zagajniku, ale żeby tak blisko ścieżki? Fakt, od paru dni chodzę nią tylko ja, ale i to powinno być dla nich wyczuwalne.

W domu z przyjemnością napaliłam w piecu, włączyłam bojler i przygotowałam sałatkę na obiad. Ech, jak miło. Cicha muzyczka, zapach zielonej herbaty z cytryną i imbirem, a za oknami słoneczne, ośnieżone zbocza.

Po kąpieli (jeju, jak to brzmi!) porysuję dziś chyba znowu, zakupiłam w tym celu jakieś kolorowe pisemko o byle czym, ważne, że ilustrowane twarzami różnych znanych – bardziej lub mniej – osób. Będą dla mnie podstawą kolejnych portretów, oczywiście zmienię im różne ważne elementy rysów, ale takiej podstawy potrzebuję: żywej lub w miarę dobrze sfotografowanej. Głowa to bryła, z kośćmi i mięśniami w środku, to musi być pokazane, żeby było wiarygodne.

Krzyś cieszy się, że nareszcie naszła mnie wena na rysowanie, długo nie czułam potrzeby ani ochoty chwycenia za ołówki, choć kiedyś portrety właśnie tak bardzo lubiłam i on je też lubi, to dziecię moje wywalczyło pozostawienie wizerunku Rogera na ścianie w kącie izby, choć ja zdecydowana już byłam go spalić: ot, stary, zniszczony rysunek. Dziś – ręka nieco skostniała, odwykła i to widać, ale warto jej przypomnieć, poćwiczyć, nawet jeśli tylko po to by zrobić przyjemność własnemu synowi. Zresztą, nie oszukujmy się – sobie także. 😊

A „dziki piątek” ma się powoli ku końcowi, pożegnał się malowniczo różowawymi i złotymi pasmami na niebie. Było w nim siedemnaście minut więcej światła, co mnie bardzo cieszy, a pana Bronka dzisiaj pewnie martwi, mam jednak nadzieję, że cokolwiek tak przygnębiło naszego sympatycznego taksówkarza, jutro przestanie obowiązywać. 😊

2 thoughts on “Dziki piątek… plus siedemnaście. :-)

  1. Też zwróciłam uwagę na te słowa „po kąpieli”, bo jakoś dziwnie brzmią … Nie przywykłam jeszcze do tej Twojej nowej łazienki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *