A jednak wędrówka i co daje taktyka „miejscowy”. ;-)

A jednak wędrówka i co daje taktyka „miejscowy”. ;-)

11 stycznia 2021

Wieczór. Może ostatni samotny w czasie tego urlopu, Krzyś przyjeżdża jutro lub pojutrze, sam jeszcze nie wie na pewno. Słońce zaszło już za góry, żegna się jeszcze różowawą smugą za koronkowymi gałęziami wielkiej czereśni na polu Huberta.

Oczywiście, nie oparłam się pokusie powędrowania i nawet pretekst sobie znalazłam, zanosząc kolejne pisemko do Urzędu Gminy.

Największe moje obawy co do warunków na drodze dotyczyły odcinka między sosnami w Modrzewisku, tam zawsze jest diablo ślisko i trzeba iść lasem, ale uznałam, że jakoś tym lasem przejdę, nie pierwszy to raz w końcu.

Ścieżka z Gronia była rzeczywiście mocno oblodzona, wczorajsze słońce przytopiło wierzchnią warstwę śniegu i zamroziło w takiej postaci, szłam więc trochę jako ten pijany pingwin, ale im niżej, tym bardziej podłoże stawało się suche i wygodne, jedynie nad samym Baranim Targiem bijące spomiędzy kamieni i spływające ścieżką źródełka utworzyły lodowe skorupy w koleinach. Na szczęście Krzych zaopatrzył się ostatnio w łańcuchy na koła, chyba będzie ich teraz potrzebował.

Powietrze było rześkie i przyjemnie mroźne, słońce tańczyło jaskrawymi odblaskami po resztkach śniegu na trawie, a w Modrzewisku, mimo dość późnej pory, zachwyciła mnie szadź na płotach i gałązkach krzewów przy szosie, zatrzymywałam się co parę kroków by podziwiać maleńkie lodowe twory, istne szadziowe cudeńka. Sama szosa natomiast okazała się zdumiewająco sucha i pozbawiona jakiegokolwiek lodu, nawet w sosnowym lesie nie musiałam nigdzie zbaczać, tu już panowała jakby inna pora roku, nie było nawet śniegu na trawie!

Maszerowałam więc dziarsko przed siebie, od czasu do czasu rzucając sympatyczne „dzień dobry” napotykanym znajomym i nieznajomym, wstąpiłam w końcu do urzędu i złożyłam stosowny papierek, który wcześniej telefonicznie omówiłam z miłym urzędnikiem. Pozostało mi jeszcze zrobić niewielkie zakupy, skończyły mi się zapasy wędzonego pstrąga tudzież zielonej i czerwonej herbaty. Weszłam do sklepu, przywitałam się wesoło z panią Izą i ruszyłam z koszyczkiem wzdłuż półek.

Na stoisku z mięsem i rybami stała jakaś nowa, młoda ekspedientka, kończyła właśnie obsługiwać panią w futrzanej czapce i spodziewałam się, że teraz szybko zakupię moje rybki, jako że poza mną nikogo w kolejce nie było. Hm, jednak nie!

Pani obrzuciła mnie i mój plecak niechętnym spojrzeniem i mocno zaangażowała się w jeszcze bardziej staranne układanie bardzo starannie poukładanych wędlin oraz przytwierdzanie do nich przytwierdzonych już właściwie cen, omijając skrupulatnie wzrokiem moją skromną – acz spragnioną jej uwagi – osobę.

– Dzień dobry! – powiedziałam na wypadek, gdyby się okazało, że istotnie mam na sobie jakąś czapkę niewidkę.

– Dzień dobry. – odpowiedziała pani uprzejmie, odwracając się tyłem w celu przełożenia kostki żółtego sera z jednego końca półki na drugi.

Aha. Plecak. Wdrażamy taktykę „miejscowy”.

– Przepraszam, a tego pstrąga, co mieliście więcej dostać w sobotę, to już nie ma? Wioletka mówiła, żeby pytać w poniedziałek. – zapytałam pogodnie, akcentując wypowiedź odpowiednio, żeby podkreślić swoją przynależność do góralskiej społeczności.

Ot, taki mały szwindelek, a działa cuda, nawet na taksówkarzy z Zakopanego, gdzie po chwili rozmowy zawsze płacę jak „swój”, a nie „turysta”. Dla turysty (czyli kogoś z plecakiem) zwykle jest drożej, później i dłużej.

I tu podziałało natychmiast. Panienka podskoczyła jak oparzona, podbiegła niemal do lady chłodniczej i odsunęła szklaną pokrywę.

– Ależ jest, jest. Zaraz pani znajdę, a takiego większego czy mniejszego? – dwoiła się i troiła, żeby wynagrodzić mi niewłaściwe traktowanie. – O, ten taki ładny, świeżutki.

– Świetnie, to takie małe trzy poproszę.

Wielce zadowolona z siebie, choć nie bez pewnej nuty goryczy, dokończyłam zakupy i zadzwoniłam po pana Bronka, a po chwili już wdrapywałam się z powrotem na Groń, ze scenerii przedwiośnianej wchodząc stopniowo w tę białą, zimową, która ciągle panuje tu na górze.

Jakże ja lubię móc to powiedzieć: jest cudnie! 😊  

 

2 thoughts on “A jednak wędrówka i co daje taktyka „miejscowy”. ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *