Browsed by
Kategoria: Non classé

Taki Hyperion część 2.

Taki Hyperion część 2.

 25 maja 2020 c.d. Po trzech latach starań – moich i tylko moich, dodam: biegania po urzędach, nerwówki w sądzie, załatwiania setek dokumentów: zaświadczeń, pozwoleń, projektów, planów, aktualizacji, wnoszenia niezliczonych opłat mniejszych, większych i całkiem dużych, wraz z tymi, którzy się dotąd wyłącznie podpisywali pod tym co załatwiałam, zasiedliśmy w naszych maseczkach w Kancelarii Notarialnej, którą – fakt – pomógł mi znaleźć mój brat (jedynie on wniósł symboliczny wkład, doceniam i to). Mimo, że sprawa była bardzo ważna i dotyczyła…

Read More Read More

Taki Hyperion. część 1.

Taki Hyperion. część 1.

24 maja 2020 Cóż za tempo zmian! Po ostatnim tygodniu czuję się jakbym wysiadła z rollercoastera. Hyperion, jak nic! W głowie jeszcze mi się kręci i nie wiem czy to aby na pewno koniec przejażdżki. Tyle samo euforycznych wzlotów ile szalonych zjazdów w nagłą czeluść. Niespodziewane zatrzymanie się na chwilę z pustką w sobie i poza sobą w kompletnej ciszy i łagodny wjazd na znajomą drogę. Ale nawet tu – wszystko jest inne. Ubiegłej niedzieli weszłam na strych, żeby sprawdzić…

Read More Read More

Podjazd, szambo i opał czyli Krzych gazduje… ;-)

Podjazd, szambo i opał czyli Krzych gazduje… ;-)

17 maja 2020 Hehe, dzień wcześnie się zaczął i postawił nas do pionu… leżącą sarenką. Rozświergotane, słoneczne powietrze radośnie muzykowało za oknami, po nerwowym śnie w którym właśnie zrezygnowałam z koncertu bo otaczała mnie rzesza ludzi, a ja zdałam sobie sprawę, że to czas epidemii, wstałam skoro świt i z ulgą odkryłam rzeczywistość. Jestem w Chatce! 😀 Pokrzątałam się po izbie, rozpaliłam w piecu i przywitałam się z przeciągającym się w swoim kącie Krzysiem. Wyjrzałam za okno od strony pasieki…

Read More Read More

Zmiany upragnione… :-)

Zmiany upragnione… :-)

15 maja 2020 Nareszcie, nareszcie, nareszcie! 😊 Krzyś kupił auto terenowe. Ja – nowy program i aplikację do pracy zdalnej opanowałam, szkolenia stosowne przeszłam, mogłam odetchnąć i razem z synem cieszyć się nowym nabytkiem napędzanym na koła wszystkie cztery. Jest też inny powód do radości i oddechu ulgi: zakończyła się sprawa podziału domiszcza miejskiego. Wydawałoby się – co za problem: i sąsiedzi, i my po prostu chcemy potwierdzić, że połowa wielkiego domu należy do jednej rodziny, połowa do drugiej. Nikt…

Read More Read More

Każda burza musi się w końcu wygrzmocić…

Każda burza musi się w końcu wygrzmocić…

31 marca 2020 Smutny czas, dziwny czas i trudny. Przyszło nagle, ale na równie nagłe odejście się nie zanosi, poszarpać nami musi  i pokazać co w życiu ważne. A pokaz ten za straszną dla wielu cenę. Z ludzi wyłazi to co najlepsze i co najgorsze, jednym klapki z oczu obrywa, innym berecik jeszcze ciaśniej naciska. Tak, czas to szczególny. Kostek na bieżąco dzwoni i przysyła mi zdjęcia z Gronia, mieszka niedaleko, więc co kilka dni jeździ swoją terenówką sprawdzać, czy…

Read More Read More

Nową wiosną o remontach wiosennych… ;-)

Nową wiosną o remontach wiosennych… ;-)

22 marca 2020 Wiosna się zaczęła, a ja nawet tego nie zauważyłam. Dziwią mnie kwitnące na biało i różowo gałązki na zdjęciach, mam bezsensowne wrażenie że mnie to jakoś nie dotyczy. Praca zdalna, tak zupełnie bez przygotowania, bez rozpoznania możliwości uczniów w tym zakresie – kompletne szaleństwo, ale jakoś trzeba sprostać sytuacji. Trudno, że kosztuje mnie to ogrom pracy (której, oczywiście, nikt nie zauważa, bo niby jak?), ważne że pomału zaczyna to mieć kończyny górne i dolne: ja przesyłam materiały,…

Read More Read More

Śnieg jak kompres? ;-)

Śnieg jak kompres? ;-)

8 marca 2020 Biało. 😊 Żadna to niespodzianka: odkąd pamiętam, marce tutaj są bardziej zimowe niż wiosenne. Temperatura natychmiast skuliła się i przycupnęła obok pękatego zera, termometr nawiał sobie fikuśną czapeczkę ze śniegu, a w domu zrobiło się chłodno. O siódmej więc zrezygnowałam z wygodnego łóżka, zapięłam polar od brodę i zaczęłam dzień od nakarmienia pieca drewnem. Dobrze, że wczoraj przygotowałam więcej, choć spodziewałam się bardziej deszczu o poranku. Wczorajszy wieczór nie przyniósł żadnej nagłej wizyty, zabawnego wydarzenia, które mogłoby…

Read More Read More

Smęty pośniegowe na utraconej ścieżce…

Smęty pośniegowe na utraconej ścieżce…

7 marca 2020 Za oknem cicho pada styropian: jakby przez sitko, drobne, białe kuleczki. Aż dziwne, że takie bielutkie opada z burego, ciemniejącego nieba, chwilami powywa przenikliwy wiatr i jest, ogólnie mówiąc, paskudnie. Zdążyłam jednak zrobić niejaki porządek na podwórku, choć kamienna ścieżka do furtki jest tylko namiastką tej, jaka była przed wizytą dziczego stada, jednak i to lepsze jest niż buchtowisko, jakie zastałam dwa tygodnie temu, jeszcze w zamarzniętym śniegu. Dziś wchodziłam najkrótszą, stromą ścieżką przez las. Żeby na…

Read More Read More

Sprzęt za…wałotwórczy w akcji… ;-)

Sprzęt za…wałotwórczy w akcji… ;-)

23 lutego 2020 A to się wygłupiłam! ;-D Około siódmej wieczorem wyszłam jeszcze wczoraj na „rufę” rozejrzeć się i ponasłuchiwać, las jedynie szumiał cicho w dole i pobrzękiwały puszki po piwie rozwieszone na gałęziach w sadzie Zosi, żadnych świateł w oknach, żadnych odgłosów imprez, w malowanej chacie też już pusto i ciemno. Kiedy więc jakieś pół godziny później usłyszałam stukanie w pobliżu orzecha, nie wahałam się ani ćwierć sekundy, wpadłam do sieni, złapałamprzygotowany sprzęt zadymotwórczy i wyskoczyłam na werandę, robiąc…

Read More Read More

Dzika wizyta i podwórko… od podszewki. :-(

Dzika wizyta i podwórko… od podszewki. :-(

22 lutego 2020 Cichy wieczór. W izbie ciepło i sympatycznie, zegar tyka po swojemu a w piecu trzaska ogień. Za oknem śnieg po kostki, zimno, chlipawo i zawiewa przenikliwymi podmuchami, ale jest już ciemno, więc tego nie widać. Przyjechałam dziś w południe. Pogoda znośna, nowe buty spisywały się idealnie na mokrym, lepkim śniegu, kiedy wchodziłam na Groń. Humor mi więc dopisywał, a ślady butów odrobinę większych od moich upewniły mnie, że Kasia jednak zdecydowała się przyjechać i wydeptała mi drogę…

Read More Read More