Browsed by
Kategoria: Non classé

Pęd do pracy i powrót Marnotrawnego…

Pęd do pracy i powrót Marnotrawnego…

19.10.2020 Dziś już poniedziałek, nie wiadomo kiedy wskoczył w kalendarz i ledwie zdążyłam wpasować się między wskazówki. Uff. Wbrew oczekiwaniom, sobotni wieczór nie minął nam na wesołych rozgrywkach w Carcassonne, a rozwinął się w zupełnie niespodziewanym kierunku. Niczym nowym, co prawda, nie był nagły zryw i pomysł, żeby jednak wybrać próchno spod ściany w narożniku komórki, wieczór dopiero się zaczynał i praca okazała się o wiele lepszym remedium na narastającego „doła”, niż planowana gra. Po dwóch godzinach dokopaliśmy się do…

Read More Read More

Klotylda na diecie i mały krok do przodu… :-)

Klotylda na diecie i mały krok do przodu… :-)

17 października 2020 Prawdziwa chlipawica dziś, zimno i mokro, przejmujący ziąb pełza po dywanie i nieprzyjemnie owija się wokół kostek u nóg nawet w ciepłej izbie przy stole. Za oknem szare powietrze, chmur nie widać bo całe niebo jest jedna wielką, popielatą poduchą, poprzebijaną gdzieniegdzie czubkami świerków. Klotylda też snuje się wokół chaty jakby przygnębiona i znudzona tą ciągłą niepogodą, uparcie jednak wraca do, równie smętnych jak ona, resztek łodyg naszych róż, żeby obgryźć je już do korzeni. Przyznam jednak,…

Read More Read More

Drgnęło, prace do przodu popchnęło… ;-)

Drgnęło, prace do przodu popchnęło… ;-)

4 października 2020 Prawie słoneczny ranek po burzowej, niespokojnej nocy i kolejnym przepracowanym przy remoncie dniu. Krzyś śpi jeszcze w swoim „ojmamuljakiewygodne” łóżku, za oknem typowy jesienny dzień z pochlipującym poulewnie powietrzem. Wiatr jeszcze szarpie czuprynami drzew, jakby chciał pominąć październikowe malowanie liści i przejść od razu do listopadowego ich zrywania. Jeleni nie słychać już, odpoczywają po trudach rykowiska, a pasikonikowi maruderzy, którzy jeszcze wczoraj przygrywali nam do pracy, rozbiegli się w poszukiwaniu suchego schronienia. Przyjechaliśmy w piątek przed zmrokiem,…

Read More Read More

Wpaść jak po ogień, przy ogniu posiedzieć… :-)

Wpaść jak po ogień, przy ogniu posiedzieć… :-)

27 września 2020 Wypad do Chatki tym razem istotnie nie mógłby nazwany być inaczej: wpadłam pomilczeć, pobyć we własnych, pachnących drewnem ścianach i wzrok zatopić w zielonych, blednących dopiero nieznacznie czuprynach drzew. Tu wszystko jest takie jak być powinno, spokojne, pewne i niezmienne, jak zwykle końcem września jelenie koncertują rubasznie z kilku stron, jakby przedrzeźniały się nawzajem, zagubione pasikoniki akompaniują jeszcze z rzadka, urywając w pół nuty jakby nie wiedziały do końca co ze sobą zrobić po odejściu lata.  …

Read More Read More

W poszukiwaniu tartaku i węgiel na Groniu… ;-)

W poszukiwaniu tartaku i węgiel na Groniu… ;-)

25 sierpnia 2020 Ech, nie jest to najlepszy czas na poszukiwanie pracy… Dziwią się znajomi niepomiernie, podobno tylu anglistów brakuje, ale gdzie? Rozsyłam podania i CV, dzwonię, dopytuję się i odpowiadam na oferty ze strony kuratoryjnej. Nic. Jakoś tam ciągle mam nadzieję, że nabór nagle się zwiększy, że w ostatniej chwili godziny dla mnie znajdą się jednak i na ten rok szkolny, naprawdę świetnie pracowało mi się w ostatnim LO. Tymczasem zdążyłam wyprać, wysuszyć, wyprasować i spakować na kolejny wyjazd…

Read More Read More

Sień czy „prasowy”, czyli oddech po remoncie. ;-)

Sień czy „prasowy”, czyli oddech po remoncie. ;-)

24 sierpnia 2020 Długo mnie nie było. Remont chatki zabrał mi trzy pełniutkie tygodnie, z trudem wygospodarowywaliśmy czas na spanie i posiłki, o pisaniu nie było więc mowy. A teraz – niby czasu mam więcej, ale postronki w systemie nerwowym ciągną zbyt mocno, okazało się bowiem że znowu trzeba mi szukać pracy.   W chatce zmieniło się sporo i niewiele zarazem, bo tylko jedno pomieszczenie: nasza stara sień. Łazienka ciągle w rozsypce, tam nie udało nam się zrobić nawet podłogi,…

Read More Read More

Pechowi grzybiarze u progu (prawie) sielankowego dnia… :-)

Pechowi grzybiarze u progu (prawie) sielankowego dnia… :-)

30 lipca 2020 Wkrótce skończy się bardzo miły, spokojny dzień. Prawdziwie urlopowy i prawie pozbawiony trosk. W tym „prawie” mieści się uparcie szarogęsząca się na naszym podwórku Klotylda, która chyba przywykła już do moich wygłupów z patelnią, odbiega tylko kawałek i z dystansu przygląda mi się z mieszaniną życzliwego zainteresowania oraz politowania w swoich wielkich oczach. Wygląda na to, że i ja powinnam do obecności łani przywyknąć… 🙁 Tośka urządziła mi dziś wczesną pobudkę, wczoraj biedulka musiała przesiedzieć cały dzień…

Read More Read More

Ponurawe nastroje czyli powrót Klotyldy…

Ponurawe nastroje czyli powrót Klotyldy…

29 lipca 2020 Po burzliwej, chlaszczącej piorunami i dudniącej ulewą nocy ranek zapanował cichy, mglisty i szary, jakby jeszcze gdzieś w zakamarkach sinej poduchy przyczaiło się parę niewystrzelonych błyskawic i cebrów gotowych do opróżnienia. Od czasu do czasu słońce próbuje przebić się przez gęstą powłokę, powietrze jaśnieje jaskrawym blaskiem i zazielenia trawy jak zjadliwa jarzeniówka. Dobrze, że dziś nie muszę schodzić w dolinę.   Rena wpadła wczoraj późnym popołudniem – na dwie godziny zaledwie, by na nocleg pojechać już do…

Read More Read More

Między burzami a brzegiem studni… ;-)

Między burzami a brzegiem studni… ;-)

27 lipca 2020 Nowy tydzień zaczyna się mgłami i świergocącym lasem poniżej, słońce rozświetliło firankę przewieszoną od niechcenia przez klamkę na wpół otwartym oknie, wygląda teraz jak brokatowa draperia nad czarnym futerkiem Tośki siedzącej na parapecie. Zbocza Tokarzówki nad płotem Kasi zniknęły właśnie z horyzontu, bezgłośnie sunie tam teraz gęsta, biała masa, spod której od czasu do czasu ostro przebijają się czubki świerków, nieodmiennie przywodząc mi na myśl japońską grafikę. Przepiękny ranek a’la Hokusai. Szkoda, że przyjazd Staszka przesunął się…

Read More Read More

Witając Nowy Rok… życia, czyli odwiedziny Joli. :-)

Witając Nowy Rok… życia, czyli odwiedziny Joli. :-)

  25 lipca 2020 Wieczór przechodzi już w noc z ogniskowymi śpiewami i dudnieniem jakiegoś odtwarzacza za oknem. Nie mam dziś ochoty na imprezy, wręcz przeciwnie: zamierzam wcześnie położyć się i pospać do syta tej nocy. Zosia ze sporą grupą rodzinną i Kostek z takąż zebrali się w liczną, wesołą gromadkę, na szczęście ich głosy, nawet w połączeniu z muzycznym dudnieniem nie powinny przeszkodzić mi w realizacji planów nadrobienia braku bliższych kontaktów z Morfeuszem. Ciekawam, czy Zosia przyjechała na dłużej,…

Read More Read More